niedziela, 7 października 2012

czwartek, 6 września 2012

EPILOG = Koniec :)

One Direction - Moments (WŁĄCZ :))
    Od kilku dni leże i nic nie mogę zrobić. Ruszyć ręką, nic! Jedynie co mogę robić to słuchać. Dowiedziałam się że jeśli się nie wybudzę do wieczora to ze mną koniec. Lekarze nie dają mi szans na przeżycie. Tak bardzo bym chciała się wybudzić, ale nie mogę... Najgorsze jest to że nie mogę przytulić Emmy, Garret'a i pocieszyć. Cierpią z mojego powodu, codziennie przychodzą i mówią do mnie, że mnie kochają i się za wszystko obwiniają, bo mnie nie upilnowali. Ale to nie prawda, to ja narobiłam sobie kłopotów.
Usłyszałam trzask.
- Lizz? Słyszysz mnie? Proszę Cię, nie odchodź! Musisz się wybudzić. Tak nie może się skończyć. Wiem że w głębi duszy też czujesz do mnie to samo co ja do ciebie. Kocham Cię.
Po chwili zaczął śpiewać (dop. od aut.: puść od początku piosenkę MOMENTS):
Shut the door, turn the light off
I wanna be with you
I wanna feel your love
I wanna lay beside you
I can not hide this even though I try
Heart beats harder
Time escapes me
Trembling hands touch skin
It makes this harder
And the tears stream down my face
If we could only have this life for one more day
If we could only turn back time
You know I'll be
Your life, your voice your reason to be
My love, my heart
Is breathing for this
Moment in time
I'll find the words to say
Before you leave me today
Close the door
Throw the key
Don't wanna be reminded
Don't wanna be seen
Don't wanna be without you
My judgement is clouded
Like tonight's sky
Hands are silent
Voice is numb
Try to scream out my lungs
But it makes this harder
And the tears stream down my face
If we could only have this life for one more day
If we could only turn back time
You know I'll be
Your life, your voice your reason to be
My love, my heart
Is breathing for this
Moment in time
I'll find the words to say
Before you leave me today
Flashes left in my mind
Going back to the time
Playing games in the street
Kicking balls with my feet
Dancing on with my toes
Standing close to the edge
There's a pile of my clothes
At the end of your bed
As I feel myself fall
Make a joke of it all.


*Perspektywa Harry'ego*
    Spojrzałem na jej twarz, ujrzałem pojedynczą łzę spływającą po jej policzku, a urządzenie przy jej łóżku zaczęło pikać. Cały zapłakany wybiegłem ze szpitala, trącąc ludzi po drodze. To koniec.





****
Chyba jest to najkrótszy blog z opowiadaniem o 1D xdd Zaczęła się szkoła, obowiązki i wgl -.- Miałam pisać rozdział, ale postanowiłam że zrobię EPILOG :) Wiem że nie jest jakiś super, zayebisty, genialny, tylko taki nie udany. Wszyscy co cyztali tego bloga KOMENTUJĄ TEN EPILOG!Chcę wiedzieć kto czyta ;) 
+ ANONIMKI PODPISYWAĆ SIĘ! 

ZAWIESZAM BLOGA!

Będę dodawać rozdziały, ale nie za często. Możliwe że go usunę ... :) Bo nwm czy jest sens prowadzenia...

sobota, 18 sierpnia 2012

Rozdział 4

    Padał deszcz, nie zważając na pogodę siedziałam na tarasie, ubrana w bordową bokserkę i dżinsowe spodenki. W rękach obejmowałam gorącą kawę, której ciepło wypełniało mnie od środka. Odcięłam się od świata. Nikt mi nie potrafił pomóc, oprócz Abbie. Emma przychodziła ze mną rozmawiać, ale nie wychodziło jej. Nie wiedziała co się ze mną dzieje, była załamana i to przeze mnie. Niestety życie nie jest kolorowe, jak mogło się wydawać.
-Kochanie, umówiłam Cię z psychologiem. Tak nie może być, martwimy się o ciebie - podeszła Emma.
- Ja się nigdzie nie wybieram! Do żadnego psychologa! Ze mną jest wszystko okey! - zbulwersowałam się i zatrzasnęłam się w swoim pokoju. Czułam się w nim najbezpieczniej. Pewnie chcecie wiedzieć co się ze mną dzieje. Jestem uzależniona od narkotyków i nie chcesz przestać ich brać. Lubię być pod ich wpływem. Wtedy czuję się wolna, humor mi się poprawia. Odcinam się od problemów. Moi opiekunowie o tym oczywiście  nie wiedzą. Usłyszałam muzykę, podeszłam do łóżka, spod poduszki wyjęłam telefon. Na wyświetlaczu pojawił się napis " Harry ". Dzwoni codziennie kilka razy, a ja za każdym razem odrzucam połączenie. Wyłączyłam telefon, sięgnęłam pod łóżko i wyciągnęłam kolorowe pudełko. Wyjęłam z niego ciemny zeszyt i długopis.

" Kolejne nieodebrane połączenia od Harry'ego! Myślał że mi się podoba i tak po prostu może mnie pocałować?!  
Emma wysyła mnie do psychologa!! HELP!!! "

To jest coś w stylu pamiętnika, nikt o nim nie wie i lepiej żeby się nie dowiedział. Są tam moje przemyślenia, a osobą która może je przeczytać jestem JA, tylko i wyłącznie. 
- Lizzie, musimy jechać - zakomunikowała Emma stojąc za drzwiami. Głęboko westchnęłam.
- Tylko się przebiorę - chcę mieć to z głowy. Odziałam się w szaro-biały, duży sweter, rurki i szare Vansy. Rozczesałam włosy i wyszłam z pokoju.
Weszłyśmy do samochodu, usiadłam po stronie pasażera, a Emma na miejscu kierowcy. Ruszyła. 
    To spotkanie było nie potrzebne, psychologowi nic nie powiedziałam. Ufam tylko sobie i pamiętnikowi.. Miałam tej pani powiedzieć " Więc biorę narkotyki i mam wyjebane na wszystko. "? Raczej nie. Nie chcę iść na odwyk. Abbie stara się mnie zrozumieć, ale niezbyt jej to wychodzi. Nie zwierzam jej się z wszystkiego. Obiecała że nikomu nie powie co się ze mną dzieje, trudno jej jest dotrzymywać słowa w tej sprawie, ale musi. Obietnica to obietnica. 
- Wychodzę! - krzyknęłam w drzwiach i wyszłam na dwór. Dochodziła dziewiętnasta, więc mam tylko dwie godziny na wciągnięcie działki i wrócenie do domu. W połowie drogi stanęłam jak wryta. Loczek & jakaś brunetka, idą uśmiechnięci od ucha do ucha, za rączki. Jeszcze kilka godzin temu do mnie dzwonił tysiąc razy, a teraz?! Próbowałam udawać silną, przeszłam obok nich, nie zwracając na nich jakiejkolwiek uwagi. Czułam ukłucie na sercu, ale co to znaczy? Zaczęłam biec w stronę opuszczonego budynku w którym  znajdowali się moi znajomi od dragów. Gdy weszłam do budynku, poczułam zapach alkoholu. Skręciło mnie trochę i szłam dalej. Na środku pomieszczenia był niewielki stolik a wokół niego siedzieli: Max, Ian i Spencer. Kolejny raz widzę ich w tej samej pozycji. Usiadłam obok Spencer'a, Ian podał mi działkę, przystawiłam rulonik do dziurki nosa i wciągałam proszek z kartki. Po zrobieniu tej czynności w czwórkę weszliśmy na dach budynku i robiliśmy PARTY HARD. Max miał ze sobą kilka puszek piwa, rozdał po jednej dla każdego. Opróżniłam metalowy pojemnik, zaczęłam chwiejąc się, iść do brzegu dachu. Chłopcy odprawiali jakieś dzikie tańce, Ian'owi objawiła się Smerfetka. Stanęłam i spojrzałam w dół.
- Ale tu niskoo... A nie wysoko! Oo nisko!!! - po chwili poczułam silny ból który sparaliżował całe moje ciało.
   

**** 
POSTANOWIŁAM DALEJ PISAĆ. WIEM KRÓTKI ROZDZIAŁ/... PIĄTY POSTARAM SIĘ ZROBIĆ DŁUGI.

KOMENTUJCIE :3 
 

piątek, 17 sierpnia 2012

WAŻNE !!!!!!!!

Słuchajcie, wg mnie nie ma sensu to opowiadanie, chcę zacząć pisać od nowa. Nie podoba mi się... Blog byłby pod tym linkiem nic by się nie zmieniło, tylko usunęłabym posty ... 


CO MYŚLICIE?

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Rozdział 3

   Skończyła mi się kara, było późno i poszłam się przejść. Wzięłam skręta z marihuaną, założyłam bluze i byłam gotowa do wyjścia. Udałam się w stronę jeziora, zatrzymałam się na chwile. Rozejrzałam dookoła, wiatr mocno wiał, a po moim ciele przeszły dreszcze. Szłam dalej, pokonywałam kolejne odcinki drogi. Usłyszałam szelest, wzdrygnęłam się. Odwróciłam i zobaczyłam uśmiechniętą Abbie.
- Widze że chciałaś żebym tu na zawał zeszła, no spoko przecież to nic,  tylko tydzień później odbędzie się mój pogrzeb - powiedziałam sarkastycznie.
- Haha nudziło mi się, gdzie idziesz? - zapytała próbując zachować powagę.
- Nigdzie, przejść się, a ty?
- Do Zayn'a - odpowiedziała.
- O tej godzinie? Nieźle - wystawiłam jej język - To ja cię już nie zatrzymuje, chociaż ty to zrobiłaś.
- To nie to co myślisz, my się tylko umówiliśmy na maraton filmowy - powiedziała nerwowo.
Szepnęłam tylko "Tsaa" i odeszłam. Mają się ku sobie, i nie zaprzeczy, to jest na pewno randka. Po kilku minutach doszłam nad jezioro, słychać było pijanych ludzi którzy imprezują w swoich przyczepach. Usiadłam na pobliskim pomoście.Wyjęłam skręta i zapaliłam.
- Raz kozia śmierć - szepnęłam. 
Zaciągnęłam sie i po chwile wypuściłam powietrze z ust. Całkiem przyjemne uczucie. Chciałam spróbować kolejny raz, ale, ktoś złapał mnie za ramię.
- Ćpasz?! - krzyknął przerażony.. Harry? 
- Co Cię to kurwa obchodzi? - wstałam i uciekłam. 
Czy ucieczka to najlepsze rozwiązanie? Nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Nie teraz. Zaczęło mi się kręcić w głowie i zrobiło mi się zimno. Zaczęłam się majgać, ciekawe jak dojdę do domu. Chciałam zaciągnąć się jeszcze raz, ale wyrzuciłam skręta gdy uciekałam. Brawo dla mnie! Oo przede mną pojawiło się dwóch Harry'ch, albo i trzech.
- Gdzie mieszkasz? - zapytali.
- Po co Wam to wiedzieć? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Zaprowadzę Cię, sama nie dojdziesz w takim stanie - może mi się przydać teraz pomoc, tylko czemu oni są tymi "ratownikami"?
Powiedziałam im adres i trzech Harry'ch zaprowadziło mnie pod dom. Od kluczyłam drzwi i skradałam się do domu. Emma i Garret już spali więc nie powinni mnie przyłapać. Na moim łóżku siedział Muminek? Na żywo jest całkiem przystojny.  Pogadałam z nim chwile i poszłam spać, a mój przystojniak do swojej krainy.
    Głowa, moja głowa. Co ja wczoraj robiłam? Skup się Lizzie! A więc poszłam nad jezioro, spotkałam Harry'ego, przyłapał mnie na paleniu skręta i odprowadził mnie pod dom. Co?! Czemu pozwoliłam mu się odprowadzić, teraz wie gdzie mieszkam. Wzięłam prysznic i poszłam na śniadanie.
- O której wczoraj wróciłaś? - zapytał Garret.
- Przed 21 - powiedziałam, szczerze nie wiem o której. "Tata" coś mruknął pod nosem i dalej konsumował swoją jajecznice.
Gdy zjadłam posiłek poszłam do swojego pokoju i poprosiłam Abbie aby do mnie przyszła. Po kilku minutach siedziałyśmy na łóżku.
- Zayn ma dziewczyne - szepnęła, a jej oczy się zaszkliły - Wtedy gdy poszłam do niego na ten maraton, chciał abym poznała Perrie, czyli jego dziewczyne - od razu ją przytuliłam. Pojedyncze łzy zaczęły spływać jej  po policzkach, a ja nie wiedziałam co powiedzieć.
- Siedziałaś z nimi? - zapytałam po chwili milczenia.
- Wykręciłam się, mówiąc że mój kot źle się czuje - zaśmiała się cicho, a ja strzeliłam duchowego facepalm'a.
- Lepszego pomysłu nie miałaś? No nie wiem, że źle się poczułaś?  - tak, to było pytanie retoryczne.
- A co u ciebie? Coś wczoraj się wydarzyło? 
- Mam właśnie pytanie, może nie powinnam teraz się pytać, ale musze. Czy powinnam porozmawiać z Harry'm o tym co się wydarzyło na dyskotece? - zapytałam.
- Ty musisz to zrobić! Najlepiej dzisiaj - odpowiedziała - daj mi twój telefon.
- Ale po co? - na mojej twarzy pojawiła się mina typu WTF i podałam jej moją komórkę. 
Pisała coś na klawiaturze i po chwili powiedziała:
- Gotowe - z uśmiechem na twarzy.
- Za godzine?! Dzisiaj?! Ughh! Mogę Ci coś zrobić? - nie ma co, tylko wysłała esemesa do Harry'ego w moim imieniu że chcę się z nim spotkać, bo musimy pogadać. 
- Co takiego? - zaśmiała się, a ja demonstrowałam jak ją zabije, oczywiście była manekinem.
*1h później*
Stałam jak ta głupia i nie wiedziałam czy podejść do ławki, na której siedział Harry. Wzięłam się na odwagę i zrobiłam to.
- Cześć - usiadłam obok niego.
- Hej, o czym chciałaś pogadać? - zapytał.
- Pamiętasz dyskotekę i co robiłam na niej? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. - Byłam pijana, ja nie wiedziałam co robię. Przepraszam...
- To ja przepraszam. Powinienem od razu przerwać pocałunek - powiedział. - A tego nie zrobiłem - szepnął.
Zaczęłam kierować się w stronę domu, a po chwili poczułam ucisk na nadgarstku. Owa osoba mnie obróciła do siebie, tak że stykaliśmy się twarzami.
-Czego?! - wykrzyknęłam, a po chwili poczułam usta Harry'ego na swoich. Stałam zdezorientowana, przerwałam pocałunek i zostawiłam czerwony ślad na jego policzku, za który się złapał. Napięcie odwróciłam się i biegłam dalej. Poczułam samotną łzę spływającą po moim policzku. Co się ze mną dzieje?!



***
Tak wiem, beznadziejny... 
Liczę na szczere komentarze :))

piątek, 27 lipca 2012

Rozdział 2

Ugh! Te jego zielone oczy... Lizz ogar!
- Co teraz robisz? - zapytał.
- Mhmm.. stoję? - zaśmiałam się.
- Znaczy czy masz teraz jakieś plany? Może kawa?
- Właśnie na nią szłam, o tutaj - wskazałam na małą restauracje w Centrum Handlowym. - Chcesz, to chodź ze mną, ale najpierw powiedz jak się nazywasz.
- Styles, Harry Styles - uśmiechnął się. - A ty?
- Lizzie Wander.
Usiedliśmy do stolika, zamówiłam latte, a Harry cappuccino.
- Opowiedz mi coś o sobie, - zaczęłam konwersacje.
- Pochodzę z Holmes Chapel, a mieszkam tutaj w Londynie. Mam osiemnaście lat - ha! wiedziałam że jest starszy. - Czasem lubię pośpiewać.
- Serio? Zaśpiewasz mi coś? - zapytałam.
- Lepiej nie, no a teraz ty powiedz coś o sobie.
- Nie ma co... Mam nudne życie - odpowiedziałam.
- Nie wierze Ci, na pewno twoje życie jest pełne barw i kolorów - posłał mi jeden ze swoich słodkich uśmiechów.
- Uwierz że nie.
- Chce je poznać - zdołować mnie chce? Nie będę do tego wracać...
- Kiedy indziej - akurat przyniesiono nam kawę.
Piliśmy w ciszy, ale przerwał ją chłopak i jakaś brunetka.
- Siema Hazza! - krzyknął mulat. - Kolejną laskę wyrywasz? Już tamta Ci się znudziła? - Harry go zjechał wzrokiem.
- Czyli to zwykły podrywacz... Eh... Dobra Lizz nie myśl o nim! Nie rób sobie nadziei, nawet go nie znasz - skarciłam się w myślach.
- To Zayn, a ta za nim to Abbie - pomachała do mnie. - Lizzie - wskazał na mnie.
- Dosiądziecie się? - zapytałam.
- Jasne - odpowiedział Zayn.
Dostałam esemesa od Emmy, co tak długo tam robię, bo ma obiad. No fakt siedzę tutaj już ponad pięć godzin. Odpisałam jej " Zjem na mieście ze znajomymi :) "
- Idziemy dzisiaj na imprezę może pójdziesz z nami? - zaproponował Harry.
- Gdzie i o której się zaczyna? - zapytałam. Ciekawe czy Garret i Emma mnie puszczą. Jak coś to się wymknę z domu. To by była moja pierwsza impreza na poważnie. W Domu Dziecka przecież nie można wychodzić w późnych godzinach, a co dopiero na dyskotekę.
- W clubie Lister, będziemy tam o dwudziestej.
- Postaram się przyjść. Ja już będę spadać, bo w domu mnie czeka obiad - skłamałam.
- Dam ci numer, żebyśmy byli w kontakcie - posłał mi jeden ze swoich zalotnych uśmiechów.
Wymieniliśmy się numerami telefonów i odeszłam. Zamówiłam taksówkę i czekałam na nią niecałe dziesięć minut. Jestem za gruba, muszę chudnąć. Po godzinie dojechałam do domu.
- Wróciłam! - krzyknęłam w drzwiach.
- Cześć, jadłaś coś? - zapytała Emma.
- Tak - skłamałam.
- Co? - zapytała. No świetnie...
- Kurczaka i sałatkę - wymyśliłam na szybko.
- Co dziś będziesz robić?
- Chciałam iść na dyskotekę wieczorem ze znajomymi.
- O nie! Za młoda jesteś, nie masz skończonych osiemnastu lat - zaprzeczyła. Czyli nici z moich planów. Chyba że...
Westchnęłam i poszłam do swojego pokoju. Mój pomysł jest taki, że skoro dom jest parterowy, to ucieknę przez okno. Tak wiem... na lepszy plan mnie nie stać.Otworzyłam szafę i szukałam sukienki na dzisiejszy wieczór. Wybrałam czarną sukienkę do połowy ud i czarne, wysokie szpilki. Udałam się do łazienki, napełniłam wannę wodą i wzięłam godzinną kąpiel.
* dwie godziny do imprezy*
 Ubrałam się w naszykowaną sukienkę, zrobiłam delikatny makijaż  i związałam włosy w wysokiego kucyka. Na szyi  zawiesiłam łańcuszek i kilka bransoletek włożyłam na rękę. Club był w centrum miasta, więc musiałam już wyjeżdżać. Zamówiłam taksówkę na ulice sąsiednią, żeby Emma i Garret się nie zorientowali. Wzięłam pieniądze i byłam gotowa.
Otworzyłam okno, zdjęłam szpilki i chwyciłam je w dłonie. Szybko wskoczyłam na parapet mając nadzieje że ucieczka mi wyjdzie. Poczułam jak trawa muska moje stopy. Nie zwlekając założyłam na nogi buty. Po piętnastu minutach byłam już w taksówce. Coś czuję że będę się świetnie bawić.
    Po godzinie dojechałam pod club, zapłaciłam taksówkarzowi i weszłam do budynku. Muzyka głośno obiła mi się o uszy, przepchałam się przez tłum ludzi i zaczęłam rozglądać się za towarzystwem. Nie łatwo było mi ich znaleźć, ale się udało. Przywitałam się z wszystkimi i poszłam do baru zamówić po jednym drinku dla każdego. Barman nawet nie spytał się czy mam ukończone osiemnaście lat więc wręcz idealnie. Zaniosłam im drinki, wypiłam swojego. Rozmawiałam z Abbie, okazała się sympatyczną dziewczyną.
- Zatańczysz ze mną? - zapytał Harry.
- Jasne - poszliśmy na parkiet tańczyć, na szczęście leciał szybki kawałek. Starałam się nie patrzeć w jego oczy, ale nie mogłam się powstrzymać. To było silniejsze ode mnie. Po za tańczeniu do jednego utworu, poszłam po kolejnego drinka. Siedziałam przy barze i piłam. Byłam już nieźle wstawiona.
- Nie powinnaś tyle pić - zakomunikował Harry. - Jesteś jeszcze nie pe... - nie dokończył bo kopnęłam go w nogę. - Ałć!
- Poproszę kolejnego - zwróciłam się do barmana. A Harry'ego już nie było. Wypiłam drinka, wstałam i zaczęłam szukać Hazzy. Gdy go znalazłam, podeszłam do niego i zaczęłam namiętnie całować, odwzajemnił pocałunki. Przyparł mnie do ściany i kontynuował. W końcu urwał mi się film...
    Obudziłam się w jakimś pokoju, który na pewno nie należał do mnie. Najgorsze było to że nie pamiętam nic z imprezy. Ubrana byłam w czyiś dres, pachniał męskimi perfumami.Głowa mi chyba zaraz wybuchnie. Usłyszałam pukanie do drzwi.Po chwili ujrzałam Harry'ego.
- Co ja tutaj robię?! - zapytałam.
- Wczoraj się nieźle upiłaś i nie byłaś w stanie wrócić do domu - powiedział spokojnym tonem.
- Kurwa! Jestem martwa.
- Czemu? - zapytał.
- Po pierwsze uciekłam z domu, żeby pójść na tą cholerną dyskotekę z której nic nie pamiętam i nie wróciłam do domu! Ty wiesz co to znaczy?! - krzyczałam.
- Nie panikuj... - odrzekł dalej  spokojnie.
- Która godzina? - zapytałam.
- Dziewiąta rano - no jeszcze taka głupia nie jestem żeby nie wiedzieć że się obudziłam rano!
- To ja idę, nara. - wzięłam moje rzeczy i wybiegłam z domu.
Dobra, chuj wie gdzie ja jestem. Zadzwoniłam po taksówkę i podałam adres ulicy, który pisał na domu. Po kilku minutach zjawił się mój pojazd, weszłam do niego i podałam taksówkarzowi ulice na którą ma jechać. Gdy dojechałam na miejsce, skradałam sę do mojego okna.Otwarte! Teraz tylko do niego wejść, to co zobaczyłam mnie zszokowało. Moi opiekunowie siedzieli na łóżku i najwidoczniej czekali na mnie.
- Gdzieś ty była?! - podniósł głos Garret.
- No.. tam i tu. - odpowiedziałam.
- Czyli gdzie?! Na tej dyskotece? - przytaknęłam.
- Zostaw to mi, a ty idź i nie stresuj dziecka - powiedziała Emma.
- Nie jesteś pełnoletnia, nie możesz chodzić na takie imprezy. Tam jest alkohol, a właśnie piłaś coś? - zapytała.
- Można powiedzieć że całkiem dużo - przyznałam się.
- Ma się to nigdy nie powtórzyć i lepiej nie będę mówić Garret'owi że coś piłaś. Aa i masz zakaz wychodzenia z domu przez trzy dni i tak jest to łagodna kara, więc nie próbuj nawet ze mną dyskutować.
Gdy Emma opuściła pokój, od razu zadzwoniłam do Abbie.
- Cześć, mam sprawę - zaczęłam.
- No hej, jaką? - zapytała.
- Pamiętasz co robiłam takiego na dyskotece?
- Piłaś, tańczyłaś, całowałaś się, gadał...- zaczęła ale jej przerwałam.
- Wróć! Co robiłam?! Całowałam się? - wypowiedziałam ostatnie zdanie ciszej. - z kim?
- No z Harry'm. A pro po tworzycie świetną parę.
- Żartujesz sobie ze mnie?! Nie jestem z nim!
- Słyszałam że to co się robi pijanemu, to tego się chce w normalnym stanie, a ty nie kontrolowałaś tego.
- Ale ja tego nie chciałam, nie chcę! - mówiłam z ręką na sercu.
- Taa ...
- A jak tam Zayn? - zaśmiałam się.
- Skąd mam niby to wiedzieć?
- To nie jesteście razem? - wyszczerzyłam oczy.
- Ja i on?! Nie... Nie!
Długo jeszcze gadałyśmy o chłopakach, otworzyłam się przed nią. A przed Suzzie przez te kilka lat nie mogłam tak szybko. No właśnie! Muszę do niej zadzwonić.
Pożegnałam się z Abbie i przebrałam w jeansowe rurki z dziurami, białą bokserkę i szarą bluzę. Poszłam do salony, żeby obejrzeć telewizje i zastałam tam "rodziców"
-Dzisiaj wieczorem idziemy do znajomych na obiad. Mają syna starszego o rok od ciebie. - powiedział Garret.
- Co związku z tym? - zapytałam.
- Że idziesz z nami - odpowiedziała Emma. - Za chwile wychodzimy, tylko się przebierz.
- Nie, ja zostanę w tym - uśmiechnęłam się, a Garret tylko westchnął.
Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w drogę. Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Otworzył nam syn, tych ich znajomych. Nie powiem, że nie, ale urodą nie pogardza.
Weszliśmy do środka, przywitałam się i zasiedliśmy do stołu w salonie. Po obiedzie, starsi dyskutowali o firmie, no a ja byłam skazana na towarzystwo Max'a, co mi się podobało. Weszliśmy do jego pokoju, był znacznie większy od mojego. Gadaliśmy trochę, chłopak wyciągnął jakieś pudełko spod łóżka.
- Chcesz trochę? Mam jeszcze dużo - okazało się że w pudełku znajdowało się LSD i marihuana.
Z jednej strony chce spróbować, a z drugiej wiem że nie powinnam.
- Tylko weź w domu, najlepiej wieczorem, bo inaczej zauważą że coś brałaś - podał mi dwie małe saszetki, które schowałam do tylnej kieszeni spodni. Po chwili drzwi zaczęły się otwierać, Max szybko włożył pudełko pod łóżko i udawaliśmy że gadamy.
- Lizz, wychodzimy - w drzwiach stanął Garret z poważną miną.
W trójkę zeszliśmy na dół, pożegnałam się z rodzicami Max'a i wyszliśmy z ich domu. Słońce zachodziło, jasne chmury sunęły się po niebie. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy na naszą posiadłość.
- Wstąp jeszcze do sklepu, bo lodówka już zaczyna świecić pustkami - odezwała się Emma, do swojego męża. Jego odpowiedzią było skinienie głową w dół, na znak że się zgadza. Po kilku minutach dotarliśmy do marketu, wyszliśmy z samochodu i skierowaliśmy się do wejścia.
- Lizzie idź po coś do picia - poprosiła mnie Emma, która poszła z Garet'em coś kupić, a ja na dział z napojami. Gdy sięgałam po litrową butelkę z wodą, ktoś mnie zaczpił.
- Cześć - zaczął osobnik, o płci męskiej. Odwróciłam się i ujrzałam lokowatego.
Co on tu robi? Co jeśli on pamięta noc z dyskoteki?
- Yyy... hej.
- Coś nie tak? - zapytał. Zaprzeczyłam.
- Muszę iść - powiedziałam, po drodze wzięłam sok pomarańczowy i poszłam szukać moich prawnych opiekunów.