piątek, 27 lipca 2012

Rozdział 2

Ugh! Te jego zielone oczy... Lizz ogar!
- Co teraz robisz? - zapytał.
- Mhmm.. stoję? - zaśmiałam się.
- Znaczy czy masz teraz jakieś plany? Może kawa?
- Właśnie na nią szłam, o tutaj - wskazałam na małą restauracje w Centrum Handlowym. - Chcesz, to chodź ze mną, ale najpierw powiedz jak się nazywasz.
- Styles, Harry Styles - uśmiechnął się. - A ty?
- Lizzie Wander.
Usiedliśmy do stolika, zamówiłam latte, a Harry cappuccino.
- Opowiedz mi coś o sobie, - zaczęłam konwersacje.
- Pochodzę z Holmes Chapel, a mieszkam tutaj w Londynie. Mam osiemnaście lat - ha! wiedziałam że jest starszy. - Czasem lubię pośpiewać.
- Serio? Zaśpiewasz mi coś? - zapytałam.
- Lepiej nie, no a teraz ty powiedz coś o sobie.
- Nie ma co... Mam nudne życie - odpowiedziałam.
- Nie wierze Ci, na pewno twoje życie jest pełne barw i kolorów - posłał mi jeden ze swoich słodkich uśmiechów.
- Uwierz że nie.
- Chce je poznać - zdołować mnie chce? Nie będę do tego wracać...
- Kiedy indziej - akurat przyniesiono nam kawę.
Piliśmy w ciszy, ale przerwał ją chłopak i jakaś brunetka.
- Siema Hazza! - krzyknął mulat. - Kolejną laskę wyrywasz? Już tamta Ci się znudziła? - Harry go zjechał wzrokiem.
- Czyli to zwykły podrywacz... Eh... Dobra Lizz nie myśl o nim! Nie rób sobie nadziei, nawet go nie znasz - skarciłam się w myślach.
- To Zayn, a ta za nim to Abbie - pomachała do mnie. - Lizzie - wskazał na mnie.
- Dosiądziecie się? - zapytałam.
- Jasne - odpowiedział Zayn.
Dostałam esemesa od Emmy, co tak długo tam robię, bo ma obiad. No fakt siedzę tutaj już ponad pięć godzin. Odpisałam jej " Zjem na mieście ze znajomymi :) "
- Idziemy dzisiaj na imprezę może pójdziesz z nami? - zaproponował Harry.
- Gdzie i o której się zaczyna? - zapytałam. Ciekawe czy Garret i Emma mnie puszczą. Jak coś to się wymknę z domu. To by była moja pierwsza impreza na poważnie. W Domu Dziecka przecież nie można wychodzić w późnych godzinach, a co dopiero na dyskotekę.
- W clubie Lister, będziemy tam o dwudziestej.
- Postaram się przyjść. Ja już będę spadać, bo w domu mnie czeka obiad - skłamałam.
- Dam ci numer, żebyśmy byli w kontakcie - posłał mi jeden ze swoich zalotnych uśmiechów.
Wymieniliśmy się numerami telefonów i odeszłam. Zamówiłam taksówkę i czekałam na nią niecałe dziesięć minut. Jestem za gruba, muszę chudnąć. Po godzinie dojechałam do domu.
- Wróciłam! - krzyknęłam w drzwiach.
- Cześć, jadłaś coś? - zapytała Emma.
- Tak - skłamałam.
- Co? - zapytała. No świetnie...
- Kurczaka i sałatkę - wymyśliłam na szybko.
- Co dziś będziesz robić?
- Chciałam iść na dyskotekę wieczorem ze znajomymi.
- O nie! Za młoda jesteś, nie masz skończonych osiemnastu lat - zaprzeczyła. Czyli nici z moich planów. Chyba że...
Westchnęłam i poszłam do swojego pokoju. Mój pomysł jest taki, że skoro dom jest parterowy, to ucieknę przez okno. Tak wiem... na lepszy plan mnie nie stać.Otworzyłam szafę i szukałam sukienki na dzisiejszy wieczór. Wybrałam czarną sukienkę do połowy ud i czarne, wysokie szpilki. Udałam się do łazienki, napełniłam wannę wodą i wzięłam godzinną kąpiel.
* dwie godziny do imprezy*
 Ubrałam się w naszykowaną sukienkę, zrobiłam delikatny makijaż  i związałam włosy w wysokiego kucyka. Na szyi  zawiesiłam łańcuszek i kilka bransoletek włożyłam na rękę. Club był w centrum miasta, więc musiałam już wyjeżdżać. Zamówiłam taksówkę na ulice sąsiednią, żeby Emma i Garret się nie zorientowali. Wzięłam pieniądze i byłam gotowa.
Otworzyłam okno, zdjęłam szpilki i chwyciłam je w dłonie. Szybko wskoczyłam na parapet mając nadzieje że ucieczka mi wyjdzie. Poczułam jak trawa muska moje stopy. Nie zwlekając założyłam na nogi buty. Po piętnastu minutach byłam już w taksówce. Coś czuję że będę się świetnie bawić.
    Po godzinie dojechałam pod club, zapłaciłam taksówkarzowi i weszłam do budynku. Muzyka głośno obiła mi się o uszy, przepchałam się przez tłum ludzi i zaczęłam rozglądać się za towarzystwem. Nie łatwo było mi ich znaleźć, ale się udało. Przywitałam się z wszystkimi i poszłam do baru zamówić po jednym drinku dla każdego. Barman nawet nie spytał się czy mam ukończone osiemnaście lat więc wręcz idealnie. Zaniosłam im drinki, wypiłam swojego. Rozmawiałam z Abbie, okazała się sympatyczną dziewczyną.
- Zatańczysz ze mną? - zapytał Harry.
- Jasne - poszliśmy na parkiet tańczyć, na szczęście leciał szybki kawałek. Starałam się nie patrzeć w jego oczy, ale nie mogłam się powstrzymać. To było silniejsze ode mnie. Po za tańczeniu do jednego utworu, poszłam po kolejnego drinka. Siedziałam przy barze i piłam. Byłam już nieźle wstawiona.
- Nie powinnaś tyle pić - zakomunikował Harry. - Jesteś jeszcze nie pe... - nie dokończył bo kopnęłam go w nogę. - Ałć!
- Poproszę kolejnego - zwróciłam się do barmana. A Harry'ego już nie było. Wypiłam drinka, wstałam i zaczęłam szukać Hazzy. Gdy go znalazłam, podeszłam do niego i zaczęłam namiętnie całować, odwzajemnił pocałunki. Przyparł mnie do ściany i kontynuował. W końcu urwał mi się film...
    Obudziłam się w jakimś pokoju, który na pewno nie należał do mnie. Najgorsze było to że nie pamiętam nic z imprezy. Ubrana byłam w czyiś dres, pachniał męskimi perfumami.Głowa mi chyba zaraz wybuchnie. Usłyszałam pukanie do drzwi.Po chwili ujrzałam Harry'ego.
- Co ja tutaj robię?! - zapytałam.
- Wczoraj się nieźle upiłaś i nie byłaś w stanie wrócić do domu - powiedział spokojnym tonem.
- Kurwa! Jestem martwa.
- Czemu? - zapytał.
- Po pierwsze uciekłam z domu, żeby pójść na tą cholerną dyskotekę z której nic nie pamiętam i nie wróciłam do domu! Ty wiesz co to znaczy?! - krzyczałam.
- Nie panikuj... - odrzekł dalej  spokojnie.
- Która godzina? - zapytałam.
- Dziewiąta rano - no jeszcze taka głupia nie jestem żeby nie wiedzieć że się obudziłam rano!
- To ja idę, nara. - wzięłam moje rzeczy i wybiegłam z domu.
Dobra, chuj wie gdzie ja jestem. Zadzwoniłam po taksówkę i podałam adres ulicy, który pisał na domu. Po kilku minutach zjawił się mój pojazd, weszłam do niego i podałam taksówkarzowi ulice na którą ma jechać. Gdy dojechałam na miejsce, skradałam sę do mojego okna.Otwarte! Teraz tylko do niego wejść, to co zobaczyłam mnie zszokowało. Moi opiekunowie siedzieli na łóżku i najwidoczniej czekali na mnie.
- Gdzieś ty była?! - podniósł głos Garret.
- No.. tam i tu. - odpowiedziałam.
- Czyli gdzie?! Na tej dyskotece? - przytaknęłam.
- Zostaw to mi, a ty idź i nie stresuj dziecka - powiedziała Emma.
- Nie jesteś pełnoletnia, nie możesz chodzić na takie imprezy. Tam jest alkohol, a właśnie piłaś coś? - zapytała.
- Można powiedzieć że całkiem dużo - przyznałam się.
- Ma się to nigdy nie powtórzyć i lepiej nie będę mówić Garret'owi że coś piłaś. Aa i masz zakaz wychodzenia z domu przez trzy dni i tak jest to łagodna kara, więc nie próbuj nawet ze mną dyskutować.
Gdy Emma opuściła pokój, od razu zadzwoniłam do Abbie.
- Cześć, mam sprawę - zaczęłam.
- No hej, jaką? - zapytała.
- Pamiętasz co robiłam takiego na dyskotece?
- Piłaś, tańczyłaś, całowałaś się, gadał...- zaczęła ale jej przerwałam.
- Wróć! Co robiłam?! Całowałam się? - wypowiedziałam ostatnie zdanie ciszej. - z kim?
- No z Harry'm. A pro po tworzycie świetną parę.
- Żartujesz sobie ze mnie?! Nie jestem z nim!
- Słyszałam że to co się robi pijanemu, to tego się chce w normalnym stanie, a ty nie kontrolowałaś tego.
- Ale ja tego nie chciałam, nie chcę! - mówiłam z ręką na sercu.
- Taa ...
- A jak tam Zayn? - zaśmiałam się.
- Skąd mam niby to wiedzieć?
- To nie jesteście razem? - wyszczerzyłam oczy.
- Ja i on?! Nie... Nie!
Długo jeszcze gadałyśmy o chłopakach, otworzyłam się przed nią. A przed Suzzie przez te kilka lat nie mogłam tak szybko. No właśnie! Muszę do niej zadzwonić.
Pożegnałam się z Abbie i przebrałam w jeansowe rurki z dziurami, białą bokserkę i szarą bluzę. Poszłam do salony, żeby obejrzeć telewizje i zastałam tam "rodziców"
-Dzisiaj wieczorem idziemy do znajomych na obiad. Mają syna starszego o rok od ciebie. - powiedział Garret.
- Co związku z tym? - zapytałam.
- Że idziesz z nami - odpowiedziała Emma. - Za chwile wychodzimy, tylko się przebierz.
- Nie, ja zostanę w tym - uśmiechnęłam się, a Garret tylko westchnął.
Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w drogę. Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Otworzył nam syn, tych ich znajomych. Nie powiem, że nie, ale urodą nie pogardza.
Weszliśmy do środka, przywitałam się i zasiedliśmy do stołu w salonie. Po obiedzie, starsi dyskutowali o firmie, no a ja byłam skazana na towarzystwo Max'a, co mi się podobało. Weszliśmy do jego pokoju, był znacznie większy od mojego. Gadaliśmy trochę, chłopak wyciągnął jakieś pudełko spod łóżka.
- Chcesz trochę? Mam jeszcze dużo - okazało się że w pudełku znajdowało się LSD i marihuana.
Z jednej strony chce spróbować, a z drugiej wiem że nie powinnam.
- Tylko weź w domu, najlepiej wieczorem, bo inaczej zauważą że coś brałaś - podał mi dwie małe saszetki, które schowałam do tylnej kieszeni spodni. Po chwili drzwi zaczęły się otwierać, Max szybko włożył pudełko pod łóżko i udawaliśmy że gadamy.
- Lizz, wychodzimy - w drzwiach stanął Garret z poważną miną.
W trójkę zeszliśmy na dół, pożegnałam się z rodzicami Max'a i wyszliśmy z ich domu. Słońce zachodziło, jasne chmury sunęły się po niebie. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy na naszą posiadłość.
- Wstąp jeszcze do sklepu, bo lodówka już zaczyna świecić pustkami - odezwała się Emma, do swojego męża. Jego odpowiedzią było skinienie głową w dół, na znak że się zgadza. Po kilku minutach dotarliśmy do marketu, wyszliśmy z samochodu i skierowaliśmy się do wejścia.
- Lizzie idź po coś do picia - poprosiła mnie Emma, która poszła z Garet'em coś kupić, a ja na dział z napojami. Gdy sięgałam po litrową butelkę z wodą, ktoś mnie zaczpił.
- Cześć - zaczął osobnik, o płci męskiej. Odwróciłam się i ujrzałam lokowatego.
Co on tu robi? Co jeśli on pamięta noc z dyskoteki?
- Yyy... hej.
- Coś nie tak? - zapytał. Zaprzeczyłam.
- Muszę iść - powiedziałam, po drodze wzięłam sok pomarańczowy i poszłam szukać moich prawnych opiekunów.

czwartek, 19 lipca 2012

Rozdział 1.

    Leżałam na łóżku czytając książkę, przerwała mi wchodząc do pokoju opiekunka.
- Lizz chodź ze mną – zeskoczyłam z łóżka i podążałam za nią do gabinetu dyrektora Domu Dziecka.
Doszłyśmy do starych drewnianych drzwi.
- Witaj Lizzie. Mam dla ciebie wspaniałą wiadomość – wskazał ręką na fotel, abym usiadła. – Znalazła się rodzina która chce cię adoptować – że co?!?
- Mnie?! – niedowierzałam.
- Cóż, państwo Wander  zdecydowali się na starsze dziecko.  Zostaniesz z nimi umówiona na spotkanie, jeśli dobrze pójdzie to za kilka dni z nimi zamieszkasz – oznajmił.
- A kiedy odbędzie się spotkanie? – zapytałam.
- Jutro po obiedzie – odpowiedział.  – Możesz już iść.
Uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Miałam wielkie szczęście, bo rzadko  się zdarza aby adoptowano dziecko, które chodzi do liceum. Chciałam jak najszybciej się stąd wynieść.
- Słyszałam że cię adoptują – w drzwiach od pokoju stanęła moja współlokatorka , Suzzie. Była mi najbliższą osobą z całego domu.
- Tak, a coś tym złego? – zapytałam.
- Nie, ale troche to dziwne– dalej rozmowy żadna z nas nie ciągnęła.
    Oczekiwałam na państwa Wander. Powinni być za kilka minut. Strasznie sie denerwowałam, co jeśli mnie nie polubią? Wiele pytań miałam w głowie. Rozległo się pukanie w gabinecie dyrektora. Serce zaczęło mi szybciej bić, a oddech miałam znacznie przyśpieszony. Gdy tylko otworzyły się drzwi, stanęłam na baczność. Mężczyzna był wysoki i dobrze zbudowany, a kobieta drobna i całkiem młoda.
- Cześć jestem Emma, a to mój mąż Garret.
- Lizzie Pitter – przedstawiłam się.
Wypytywali mnie o moje zainteresowania i takie tam.
    Byli strasznie mili, myślę że mnie nawet polubili. Starałam się wyjść  jak najlepiej. Powiadomiłam opiekunkę że wychodzę na niecałą godzinę. Pogoda była lekko pochmurna, zapowiadali przelotny deszcz. Pobiegłam do parku i usiadłam pod rozłożystą lipą. Przymknęłam oczy i słuchałam szumu drzew i innych odgłosów. Nawet nie dostrzegłam że ktoś się dosiadł. Odwróciłam głowę stronę osoby, był to chłopak z kręconymi włosami. Był starszy ode mnie, miał jasną karnacje. Spojrzałam w jego zielone oczy, wyrażały złość i niechęć. Ubrany był w długie, granatowe spodnie opuszczone w kroku, koszulkę z nadrukiem i szarą bluzę. Milczeliśmy. Siedzieliśmy tam dosyć długo, a nawet za długo. Spojrzałam na zegarek, jestem spóźniona dwadzieścia minut. Zaczęłam biec w strone Domu Dziecka. Zatrzymałam Się na chwile i odwróciłam w stronę chłopaka.
- Myślę że się jeszcze spotkamy – pomyślałam i biegłam dalej.
Na moje szczęście zaczęło padać, przyśpieszyłam i po kilku minutach dotarłam do wyznaczonego celu. Wbiegłam do pokoju, gdzie była opiekunka, najwyraźniej lekko zdenerwowana.
- Gdzieś ty była? Miałaś być pół godziny temu – próbowała opanować złość.
- Byłam w parku, przepraszam.
- No dobrze, ale następnym razem postaraj się nie wywinąć takiego numeru. Ale chyba nie będziesz już miała okazji – uśmiechnęła się.
- Co? Nie rozumiem – byłam zdezorientowana.
- Już jutro zamieszkasz u państwa Wander – byłam mega szczęśliwa. Nie wierze w to co się dzieje.
Emily wyszła, a ja zaczęłam pakowanie rzeczy.
- Pakujesz się? – wparowała do pokoju Suzzie.
- Jak widać – odpowiedziałam, kontynuując pakowanie.
    Nie chciałam żegnać się z Emily i Suzzie. Uroniłam kilka łez, one również. Nigdy nie zapomnę Suzz.
- Będę was odwiedzać – przyrzekłam.
Wsiadłam do auta z moimi nowymi rodzicami i ruszyliśmy do mojego nowego domu. Posiadłość znajdowała się na obrzeżach Londynu, niedaleko lasu. Za półgodziny dotarliśmy na miejsce. Dom był duży, jak na parterowy. Robił ogromne wrażenie, ciekawa byłam jak jest w środku. Ogród jak każdy.
- Podoba ci się twój nowy dom? – zapytała się pani Emma. Nie wiedziałam jeszcze jak do nich mówić…
- Tak – odpowiedziałam.
- Chodźmy do środka – powiedział pan Garret.
Weszliśmy po kilku stopniowych schodach, pani Emma otworzyła drzwi. W przedpokoju była ogromna szafa, dalej wchodziło się przez szklane drzwi. Po lewej stronie były drzwi do jakiegoś pokoju, dalej po prawej znajdowała się kuchnia, wyspa kuchenna odgradzała jadalnie. Salon był ogromny, szary skurzany wypoczynek stał na środku pokoju, biały, puchowy dywan, na którym stała ława. Nad półką wisiał telewizor. Znajdowała sie też witrynka i komoda. Łazienka, była zrobiona
z czarnych i białych kafelek. W kącie była umieszczona trójkątna wanna. Umywalka była w kształcie elipsy w kwiatki. Dom był urządzony nowocześnie.
- Chodź pokaże ci twój pokój – zakomunikowała pani Emma.
Weszłyśmy do niewielkiego pokoju, ściany były beżowe, a meble szare, które otwierały się na dotyk. Łóżko było na dwie osoby z baldachimem. Na biurku leżał biały macbook, który na pewno nie był tani.
- To mój pokój?! – był piękny.
- To ja cię zostawiam, rozpakuj się.
- Przepraszam, a jak mam do państwa mówić? – zapytałam.
- Na pewno nie Pani/Pan. Możesz po imieniu, albo jak chcesz – uśmiechnęła się i wyszła z pokoju.
    Obudziłam się wypoczęta, otworzyłam szafę i wybrałam zestaw na dziś, czyli granatowe rurki, czerwona tunika w czarne paski. W drodze do łazienki spotkałam Garret’a.
- Dzień Dobry – przywitałam się.
- Cześć, po śniadaniu mogę cię zawieść do Centrum Handlowego, żebyś sobie coś nowego kupiła – powiadomił mnie.
- Okey – odpowiedziałam i weszłam do łazienki.
Stanęłam przed lustrem i dokładnie przyjrzałam się sobie. Moje czarne włosy niesfornie opadały na ramiona.  Oczy duże, koloru piwnego. Nieduże usta i mały nos. Najzwyklejsza nastolatka. Ktoś zapukał do łazienki.
- Mogę na chwile wejść? – po głosie rozpoznałam że to Emma.
Weszła z dużą kosmetyczką.
- To dla ciebie, na pewno ci się przyda – wyszła z łazienki.
Otworzyłam pudełko, znajdowała się tam kredka do oczu, cienie do oczu, tusz do rzęs itp. Umyłam twarz, zęby i uczesałam się. Odziałam w przygotowany zestaw, zrobiłam równe kreski eyelinerem i pomalowałam rzęsy tuszem do rzęs. Poszłam do jadalni, gdzie na stole było przygotowane śniadanie. Usiedliśmy wszyscy do posiłku i jedliśmy w ciszy.
Po zjedzeniu, Garret dał mi pieniądze i zawiózł mnie do Centrum Handlowego. Chodziłam po sklepach, kupiłam kilka bluzek,  parę rurek i czerwone vansy. Chodziłam jeszcze długo po centrum, gdy szłam na kawę przechodziłam obok fontanny. Na ławce siedział chłopak z parku. Gdy już dochodziłam do kawiarni ktoś złapał mnie za ramię. Wzdrygnęłam się.
- Czego chcesz zboczee… - nie dokończyłam bo przede mną stał TEN chłopak.


****
Jest to mój pierwszy blog z opowiadaniem. Nie mam talentu i proszę o wyrozumiałość. 


+ KOMENTUJCIE! CHCĘ ZNAĆ WASZĄ OPINIE. :) 

Bohaterowie


środa, 18 lipca 2012

Cześć, za niedługo powinien pojawić się pierwszy rozdział mojego opowiadania z One Direction. Myślę że się spodoba ; p