czwartek, 19 lipca 2012

Rozdział 1.

    Leżałam na łóżku czytając książkę, przerwała mi wchodząc do pokoju opiekunka.
- Lizz chodź ze mną – zeskoczyłam z łóżka i podążałam za nią do gabinetu dyrektora Domu Dziecka.
Doszłyśmy do starych drewnianych drzwi.
- Witaj Lizzie. Mam dla ciebie wspaniałą wiadomość – wskazał ręką na fotel, abym usiadła. – Znalazła się rodzina która chce cię adoptować – że co?!?
- Mnie?! – niedowierzałam.
- Cóż, państwo Wander  zdecydowali się na starsze dziecko.  Zostaniesz z nimi umówiona na spotkanie, jeśli dobrze pójdzie to za kilka dni z nimi zamieszkasz – oznajmił.
- A kiedy odbędzie się spotkanie? – zapytałam.
- Jutro po obiedzie – odpowiedział.  – Możesz już iść.
Uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Miałam wielkie szczęście, bo rzadko  się zdarza aby adoptowano dziecko, które chodzi do liceum. Chciałam jak najszybciej się stąd wynieść.
- Słyszałam że cię adoptują – w drzwiach od pokoju stanęła moja współlokatorka , Suzzie. Była mi najbliższą osobą z całego domu.
- Tak, a coś tym złego? – zapytałam.
- Nie, ale troche to dziwne– dalej rozmowy żadna z nas nie ciągnęła.
    Oczekiwałam na państwa Wander. Powinni być za kilka minut. Strasznie sie denerwowałam, co jeśli mnie nie polubią? Wiele pytań miałam w głowie. Rozległo się pukanie w gabinecie dyrektora. Serce zaczęło mi szybciej bić, a oddech miałam znacznie przyśpieszony. Gdy tylko otworzyły się drzwi, stanęłam na baczność. Mężczyzna był wysoki i dobrze zbudowany, a kobieta drobna i całkiem młoda.
- Cześć jestem Emma, a to mój mąż Garret.
- Lizzie Pitter – przedstawiłam się.
Wypytywali mnie o moje zainteresowania i takie tam.
    Byli strasznie mili, myślę że mnie nawet polubili. Starałam się wyjść  jak najlepiej. Powiadomiłam opiekunkę że wychodzę na niecałą godzinę. Pogoda była lekko pochmurna, zapowiadali przelotny deszcz. Pobiegłam do parku i usiadłam pod rozłożystą lipą. Przymknęłam oczy i słuchałam szumu drzew i innych odgłosów. Nawet nie dostrzegłam że ktoś się dosiadł. Odwróciłam głowę stronę osoby, był to chłopak z kręconymi włosami. Był starszy ode mnie, miał jasną karnacje. Spojrzałam w jego zielone oczy, wyrażały złość i niechęć. Ubrany był w długie, granatowe spodnie opuszczone w kroku, koszulkę z nadrukiem i szarą bluzę. Milczeliśmy. Siedzieliśmy tam dosyć długo, a nawet za długo. Spojrzałam na zegarek, jestem spóźniona dwadzieścia minut. Zaczęłam biec w strone Domu Dziecka. Zatrzymałam Się na chwile i odwróciłam w stronę chłopaka.
- Myślę że się jeszcze spotkamy – pomyślałam i biegłam dalej.
Na moje szczęście zaczęło padać, przyśpieszyłam i po kilku minutach dotarłam do wyznaczonego celu. Wbiegłam do pokoju, gdzie była opiekunka, najwyraźniej lekko zdenerwowana.
- Gdzieś ty była? Miałaś być pół godziny temu – próbowała opanować złość.
- Byłam w parku, przepraszam.
- No dobrze, ale następnym razem postaraj się nie wywinąć takiego numeru. Ale chyba nie będziesz już miała okazji – uśmiechnęła się.
- Co? Nie rozumiem – byłam zdezorientowana.
- Już jutro zamieszkasz u państwa Wander – byłam mega szczęśliwa. Nie wierze w to co się dzieje.
Emily wyszła, a ja zaczęłam pakowanie rzeczy.
- Pakujesz się? – wparowała do pokoju Suzzie.
- Jak widać – odpowiedziałam, kontynuując pakowanie.
    Nie chciałam żegnać się z Emily i Suzzie. Uroniłam kilka łez, one również. Nigdy nie zapomnę Suzz.
- Będę was odwiedzać – przyrzekłam.
Wsiadłam do auta z moimi nowymi rodzicami i ruszyliśmy do mojego nowego domu. Posiadłość znajdowała się na obrzeżach Londynu, niedaleko lasu. Za półgodziny dotarliśmy na miejsce. Dom był duży, jak na parterowy. Robił ogromne wrażenie, ciekawa byłam jak jest w środku. Ogród jak każdy.
- Podoba ci się twój nowy dom? – zapytała się pani Emma. Nie wiedziałam jeszcze jak do nich mówić…
- Tak – odpowiedziałam.
- Chodźmy do środka – powiedział pan Garret.
Weszliśmy po kilku stopniowych schodach, pani Emma otworzyła drzwi. W przedpokoju była ogromna szafa, dalej wchodziło się przez szklane drzwi. Po lewej stronie były drzwi do jakiegoś pokoju, dalej po prawej znajdowała się kuchnia, wyspa kuchenna odgradzała jadalnie. Salon był ogromny, szary skurzany wypoczynek stał na środku pokoju, biały, puchowy dywan, na którym stała ława. Nad półką wisiał telewizor. Znajdowała sie też witrynka i komoda. Łazienka, była zrobiona
z czarnych i białych kafelek. W kącie była umieszczona trójkątna wanna. Umywalka była w kształcie elipsy w kwiatki. Dom był urządzony nowocześnie.
- Chodź pokaże ci twój pokój – zakomunikowała pani Emma.
Weszłyśmy do niewielkiego pokoju, ściany były beżowe, a meble szare, które otwierały się na dotyk. Łóżko było na dwie osoby z baldachimem. Na biurku leżał biały macbook, który na pewno nie był tani.
- To mój pokój?! – był piękny.
- To ja cię zostawiam, rozpakuj się.
- Przepraszam, a jak mam do państwa mówić? – zapytałam.
- Na pewno nie Pani/Pan. Możesz po imieniu, albo jak chcesz – uśmiechnęła się i wyszła z pokoju.
    Obudziłam się wypoczęta, otworzyłam szafę i wybrałam zestaw na dziś, czyli granatowe rurki, czerwona tunika w czarne paski. W drodze do łazienki spotkałam Garret’a.
- Dzień Dobry – przywitałam się.
- Cześć, po śniadaniu mogę cię zawieść do Centrum Handlowego, żebyś sobie coś nowego kupiła – powiadomił mnie.
- Okey – odpowiedziałam i weszłam do łazienki.
Stanęłam przed lustrem i dokładnie przyjrzałam się sobie. Moje czarne włosy niesfornie opadały na ramiona.  Oczy duże, koloru piwnego. Nieduże usta i mały nos. Najzwyklejsza nastolatka. Ktoś zapukał do łazienki.
- Mogę na chwile wejść? – po głosie rozpoznałam że to Emma.
Weszła z dużą kosmetyczką.
- To dla ciebie, na pewno ci się przyda – wyszła z łazienki.
Otworzyłam pudełko, znajdowała się tam kredka do oczu, cienie do oczu, tusz do rzęs itp. Umyłam twarz, zęby i uczesałam się. Odziałam w przygotowany zestaw, zrobiłam równe kreski eyelinerem i pomalowałam rzęsy tuszem do rzęs. Poszłam do jadalni, gdzie na stole było przygotowane śniadanie. Usiedliśmy wszyscy do posiłku i jedliśmy w ciszy.
Po zjedzeniu, Garret dał mi pieniądze i zawiózł mnie do Centrum Handlowego. Chodziłam po sklepach, kupiłam kilka bluzek,  parę rurek i czerwone vansy. Chodziłam jeszcze długo po centrum, gdy szłam na kawę przechodziłam obok fontanny. Na ławce siedział chłopak z parku. Gdy już dochodziłam do kawiarni ktoś złapał mnie za ramię. Wzdrygnęłam się.
- Czego chcesz zboczee… - nie dokończyłam bo przede mną stał TEN chłopak.


****
Jest to mój pierwszy blog z opowiadaniem. Nie mam talentu i proszę o wyrozumiałość. 


+ KOMENTUJCIE! CHCĘ ZNAĆ WASZĄ OPINIE. :) 

8 komentarzy:

  1. jak mówiłam unikaj powtórzeń i tyle :) czekam na następny :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Abbie czyta ! Abbie czeka na następny rozdział. I Abbie liczy że będzie dłuższy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak na razie nie mam nic do zarzucenia :) podoba mi się :) możesz mnie informować przez tt ? @1DjMalikZayn

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne *,* czekam na następny :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne *,* czekam na następny :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. No no. Pierwszy rozdział i tak dobrze napisany ! Oby szybko pojawił się kolejny ! :D.

    OdpowiedzUsuń
  7. Genialny, laska. Mówiłam Ci, że masz zajebistyy talent? Debilnie to brzmi, ale cóż. ;P

    OdpowiedzUsuń